czwartek, 30 maja 2013

Miasto Malang - Jawajski "biegun zimna"



***
           
            Życie w mojej małej wiosce jak zwykle płynie spokojnie i powoli... Tak więc po całym takim spokojnym tygodniu pracy ponownie postanowiłem wyruszyć na weekend do Surabaji. Tym razem dostałem zaproszenie na 3 dniowe szkolenie organizowane przez fundację studencką AIESEC, z którą utrzymuję kontakt od dłuższego czasu. Namówiłem też Allana (Polak-Niemiec, o którym pisałem w poprzednim poście) na przyłączenie się.

           Już w piątek przed południem zameldowałem w Surabaji. W autobusach zawsze spotkać można grajków oraz sprzedawców dosłownie wszystkiego. Zarabiają w ten sposób pieniądze na życie…


...jest to na porządku dziennym, ale widok kobiety w zaawansowanej ciąży grającej na własnej roboty grzechotce trochę mnie już zdziwił...

Wygląda, jakby miała za chwilę urodzić! Przez moment zastanawiałem się "a co by było gdyby..?" Przecież siedziałem najbliżej i pewnie musiałbym udzielić pierwszej pomocy... chyba jednak bym zemdlał.


         Wyjazd na szkolenie zaplanowany był na god. 15:00. Do Surabaji dotarłem już o 10 rano, więc umówiłem się z koleżanką na oglądanie... ptaków :)


Ten jest śmieszny ;)


Dwa orły

Co za warunki …  te małe ptaki z góry skazane są na śmierć -
- pokarm dla większych ptaków.

Po drodze można było dostrzec też inne zwierzaki...
kociak spał w najlepsze...

 A tu moja koleżanka, ta "od ptaków" ;)

***          


             O godz. 15:00 byłem już z Allanem w umówionym miejscu, z którego zaplanowany był wyjazd na szkolenie. Jak to jednak przeważnie tu bywa – "indonesian rubber time" znów dał o sobie znać. Finalnie odjechaliśmy dopiero po 18:00, czyli 3 godziny opóźnienia… W dodatku jechaliśmy starym, wojskowym truckiem siedząc z tyłu na drewnianej ławeczce bez oparć. Po 3 godzinach podróży przez dziurawe drogi miałem kompletnie dosyć..

            Miejsce szkolenia – malowniczo położona wioska Trawas otoczona górami.
Szkolenie miało tytuł: „Awaking your leadership potential”. Brało w nim udział ponad 100 osób, z czego większość to studenci z Surabaji. Ja z Allanem byliśmy jedynymi bule (białymi). Oprócz nas było jeszcze dwoje obcokrajowców: dziewczyna z Tajwanu i koleżka z Iraku, który mówił po angielsku z takim samym akcentem jak filmowy Borat :)

            Były to 3 intensywne dni szkoleń. Po każdym z nich odbywały się imprezy. Z tym że te "ichniejsze" wcale nie wyglądają jak imprezy, które my znamy.. Bardziej jak gry, zabawy dla dzieci – bezalkoholowo.
          Nie wiem skąd Ci ludzie brali energię, ale potrafili całe dnie spędzić na słuchaniu prelekcji, prawie bez przerwy i spać tylko po kilka godzin w nocy. Ja z Allanem urywaliśmy się w trakcie na drzemki. Starość nie radość …

Poniżej kilka zdjęć ze szkolenia







 Ten z czupryną śmieszny nie? Wygląda, jakby coś mu zdechło na głowie ;)


A poniżej kilka zdjęć z malowniczej okolicy miasteczka Trawas:


gołębnik stojący na wbitym w ziemię palu

 Allan i jego grzybki


Prawdziwa dżungla. Od miejscowej starszej pani wiemy, że żyją w niej małpy, ale nie widzieliśmy niestety.




***

            W sobotę o 2:00 w nocy poszliśmy z Allanem i jeszcze jednym indonezyjskim koleżką poszukiwać knajpy w celu obejrzenia finału Ligi Mistrzów. Niestety w okolicy nic nie znaleźliśmy. Było ciemno i cicho. Drogę przyświecałem sobie lampą w telefonie aby przypadkiem nie nadepnąć na jakiegoś węża.  Po ok. 3 kilometrach wędrówki zobaczyliśmy zapalone światło w miejscowej szkole. Zapytaliśmy o możliwość obejrzenia meczu gościa, który pełnił rolę ciecia. Facet odpalił nam telewizor który był w holu przed szkołą! W ciągu pół godziny z 3 osób zrobiło się ok. 20! Dołączyły do nas jeszcze 3 ekipy, które też przemierzały wioskę w poszukiwaniu meczu ;)


Niestety Borussi Dortmund nie udało się wygrać w finale ligi mistrzów z Bayernem Monachium, ale i tak rozegrali wielkie rozgrywki...


           Po trzech obfitujących w wydarzenia dniach czas było wracać do mej wioseczki. Kolejny raz dotarłem późno – po 23:00. O tej porze wszyscy w domu już smacznie śpią...

***

          Następnego dnia musiałem wstać już o 4:30 rano, ponieważ o 5:00 zaplanowana była szkolna wycieczka do Malang - drugiego po Surabaji największego miasta wschodniej Jawy. Malang otoczony jest górami oraz wulkanami, a słynie z tego, że rosną tam...(uwaga) jabłka i truskawki. Ahh przecież to takie polskie.. Występujący tu klimat jest nieco chłodniejszy niż reszta wypy, a to dlatego, że miasto położone jest ok 600 m.n.p.m. Stąd też rosną tu tego typu owoce. (Oczywiście wszyscy nauczyciele oraz uczniowie obkupili się w wory jabłek).

          W Malang znajduje się słynny indonezyjski park rozrywki o nazwie Jatim Park.
Jest naprawdę wielki i można w nim znaleźć sporo różnych atrakcji.

Poniżej foto-relacja z wizyty



Ceremonię czas rospocząć

pinokio?



Pak John Sole, nauczyciel z mojej szkoły - kawaler, 33 lata, ciągle szuka tej jedynej, ale jak widać na zdjęciu powyżej, chyba nie tam gdzie trzeba ;)

Ponownie John Soleh, tym razem w roli mistrza drugiego planu. Tylko co on tam robi? O_o

broń mieszkańców wyspy Papua

 "Może w czymś Pani pomóc?"
Nierozmowna babeczka była, a miałem dobre chęci.


"Przecież nic złego nie zrobiłem!"

Indonezyjska dieta służy mi póki co.

Poniżej kilka zdjęć z tutejszego akwarium:

Ryby w kibelku - ciekawy wystroj ;)



Poniżej wieeelkie "wesołe miasteczko". Poczułem się, jakbym znowu był dzieckiem!
 Jeszcze mnie widać ..

A to była moja ulubiona rozrywka z czasów dzieciństwa.
Wtedy ciężko było namówić mamę...
 teraz mogłem jeździć do woli!








"Foto foto Mister!" Słyszę to prawie codziennie.


No, ale przecież nie odmówię zdjęcia..., grzeczny Bule ze mnie ;)

***

           Z miejsc do odwiedzenia, które sobie zaplanowałem będąc jeszcze w Polsce pozostało mi tylko jedno do odhaczenia - Karimum Java -małe wysepki położone na północ od Semarang w środkowej Jawie. Zamierzam spędzić tam zbliżający się weekend pływając z rekinami i żółwiami wodnymi. Wyjazd już jutro, nie mogę się doczekać! Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze :)

Pozdrawiam! 

***